PSYCHICZNA EGZYSTENCJA

Naszym zdaniem, wszystkim warstwom naszej egzystencji psychicznej — poczynając od wrażenia zmy­słowego aż do najwyższych aktów duchowych — przysłu­guje samodzielna ilość energii psychicznej, która wcale nie jest zaczerpnięta z popędowej energii libido. Wprawdzie wobec ograniczoności całkowitej energii psychicznej jakie­goś człowieka nadmierne korzystanie z energii jednej z tych warstw, nie odpowiadające harmonii i równowadze sił psychicznych, może prowadzić do tego, że również pozo­stałe warstwy są przez to pozbawione energii — ponieważ wszystkie energie przynależne rozmaitym warstwom mają udział w ograniczonej całkowitej energii człowieka i z jej zasobu mogą wydatkować tylko tak długo, jak długo zez­wala na to owa całkowita energia i zasada jej wewnętrzne­go rozdziału. Na podstawie tej reguły można zrozumieć wielorakie zjawiska historycznych przewag jednego popędu nad innymi, a dalej fakty „tworów zastępczych”.

POZOSTAWIONY WYBÓR

Pozostawałby mu jedynie wybór miedzy, z jednej strony, wyrzeczeniem się duchowej aktywności i oddaniem prymitywizmowi, który im konsekwentniej by się dokonywał, tym bardziej przybliżałby go do zwie­rzęcia, oraz, z drugiej strony, kulturą aktywności duchowej, przy jednoczesnej rezygnacji z uaktywnienia najbardziej centralnej energii życiowej i związanego z nią szczęścia (a ostatecznie z rozmnożenia się). W tym samym stopniu, w jakim wzrastałaby duchowa kultura jednostki lub gru­py — będące jej nosicielami indywiduum czy narody musia­łyby być skazane na wstrzemięźliwość i w końcu na wy­marcie, podczas gdy ostateczne panowanie musiałoby przy­paść tym ludom, które unikają dostarczania energii aktom duchowym, a przez to nie pozbawiają energii sił odpowie­dzialnych za rozrodczość. Wydaje się nam, że właśnie przyjmując ten stosunek za podstawowy Freud zasadniczo błądzi.

POJĘCIE SUBLIMACJI

Jednak nie tę od dawna znaną prawdę ma Freud na oku, nawet gdy bierzemy pojęcie „sublimacji” w ostatnim, bardziej rozsądnym znaczeniu. Osobliwość jego poglądu polega raczej na tym, iż zakłada on, że różnorodnym rodzajom ak­tów duchowych pierwotnie w ogóle nie przysługiwałaby przynależna im samym „energia”, tak że wszelka energia, jaką mają otrzymać, może być im w ogóle dostarczona jedynie kosztem energii libido. Przyjęty przez Freuda pod­stawowy stosunek między „libido” a „aktywnością ducho­wą” polega więc na tym, że jedna część musi koniecznie stracić tyle energii, ile zyskuje druga [część]. Gdyby to przypuszczenie Freuda było prawdziwe, to w istocie czło­wieka tkwiłby moment absolutnie tragiczny. Nasza świado­mość wartości pozwala nam w sposób oczywisty poznać dobra duchowe jako „wyższe” od wszystkich dóbr czysto „zmysłowych” i „witalnych” . Z drugiej strony, w tej samej mierze, w jakiej nastąpiłoby praktyczne oddanie się(Hingabe) tej oczywistej świadomości wartości, czło­wiek jako istota żywa musiałby z konieczności zniszczyć samego siebie, żywotne korzenie swojej egzystencji i swej rozrodczości.

BEZ WĄTPLIWOŚCI

Jednak absurdalnym przedsięwzięciem byłoby usiłowanie wytłu­maczenia owego uzdolnienia, rozwoju jego wojennych i po­litycznych ambicji itd., na podstawie (aus) związanych z tym stosunkiem erotycznym rozczarowań i stłumień jego dawniejszych, w stylu Werthera i Rousseau, skłonności do „miłosnej idylli”. Jeżeli więc słowo „sublimacja” ma tutaj posiadać jakieś rozsądne znaczenie, to może oznaczać tylko to, że dzięki temu procesowi powstrzymania libido duchowym uzdolnieniom i kierunkom zainteresowań, istniejącym w postaci dyspozycji, dostarczona zostaje energia, której zabrakłoby dla nich przy nieograniczonym oddaniu się „libido”. Nie ulega żadnej wątpliwości, że faktycznie, wobec ogra­niczoności całej energii psychicznej jakiegoś człowieka, owocna działalność duchowa, kulturowa, zawodowa, rów­nież aktywność wyższych form sympatii i miłości, zależy w pewnym stopniu od tego, czy popęd płciowy poddany zostanie określonemu porządkowi i panowaniu.

STWORZONY POZÓR

Opis Freuda stwarza pozór, jak gdyby przyjmował on, że akty duchowej działalności, uczestniczące we wszelkim poznaniu i dzia­łalności artystycznej, we wszelkim działaniu zawodowym, wypływają ze stłumionego libido. Gdyby rzeczywiście taki miał być pogląd Freuda, to dyskusja jest zbyteczna, ducho­wa alchemia bowiem, dzięki której sztuczkom z „libido” tworzą się „myślenie”, „dobroć” itp., pozostaje dla nas do­tychczas absolutnie nieznana. Jest więc zupełnie oczywiste, że w ogóle trzeba założyć nie tylko całą dziedzinę tych aktów, ale że w każdym przypadku, kiedy teoria ta ma zna­leźć zastosowanie w wyjaśnieniu przebiegu indywidualnego życia, musi się założyć specyficzne uzdolnienia, a także spe­cyficzne ukierunkowanie zainteresowania na obszar zasto­sowania tych uzdolnień. Można chcieć na sposób freudow­ski wyjaśniać, w jaki sposób np. strategiczny, polityczny geniusz Napoleona wywierał ostatecznie wpływ na jego kampanie wojenne i na jego realną sztukę rządzenia pań­stwem, i być przekonanym, że nie doszłoby do tego wpływu, gdyby był szczęśliwszy z Józefiną Beauharnais.

TŁUMIĄCE SIŁY

Freud powiada, że te „tłumiące siły” częściowo „same tworzyłyby się” w rozwoju jednost­kowego życia, jak np. wstręt i wstyd, częściowo zaś polega­łyby na „mnogości wyobrażeń moralnych” dostarczonych jednostce z zewnątrz, a wśród nich przede wszystkim na regułach panującej w społeczeństwie. moralności płciowej, np. na zakazie kazirodztwa, formach małżeństwa, mają­cych swe przyczyny natury ekonomicznej bądź religijnej itd. Trudno jest już jednak pojąć—-jeśli ostatecznie „libi­do” (jak u Freuda) nabiera charakteru całościowej energii psychicznej—jak w ogóle ma dojść do wytworzenia się z niego sił, które przecież są właśnie powołane, zdaniem Freuda, do tłumienia i tamowania libido! Ukazuje się  ono tutaj jako istota niemal mitologiczna; bardzo dokładnie upodabnia się do Fichteańskiego „Ja”, które „samemu sobie ustanawia granice”. Ale jeszcze mniej można zrozu­mieć, skąd się wzięła ta „mnogość wyobrażeń moralnych”, które „z zewnątrz”, ze strony „społeczeństwa i państwa” itd., ograniczać mają i tłumić libido jednostki. Czy „społe­czeństwo” i „państwo” nie są też zakorzenione w duszy człowieka?

PRÓBA WYPROWADZENIA

Z powyższych uwag wynika, że Freudowską próbę wy­prowadzenia rozmaitych jakości miłości z jednej jedynej jakości, którą nazywa się „libido”, należy uważać za całko­wicie chybioną. Również nie da się, jak wykazaliśmy, spro­wadzić miłości w ogóle do samego popędu. Freud sądzi, ze takiego wyprowadzenia „wyższych” jakości z libido można jednak dokonać, zwłaszcza za pomocą jednego pojęcia, tj. pojęcia „sublimacji”. Jeśli impuls libido zostanie „powstrzymany czy automatycznie „stłumiony”, to znaj­dująca się w nim energia może, jak myśli Freud, także zostać skierowana na inne obiekty i zadania, np. duchowej natury, na wszelką działalność kulturową, pracę zawodo­wą. Również wszystkie wyższe rodzaje miłości, np. wszyst­kie rodzaje dobroci serca, mają stanowić taką „sublimację” stłumionego libido. Przede wszystkim jedno musi nas w naj­wyższym stopniu dziwić, jak to przy Freudowskich założe­niach w ogóle dochodzi do jakiegokolwiek zatamowania i powstrzymania libido.

CAŁKOWICIE BŁĘDNE

Również te idee mają w swoim tle całkowicie błędne, mechaniczne wyobrażenie o życiu w ogóle. Wszystkie usiłowania i urzą­dzenia zmierzające do uszlachetnienia rasy muszą się raczej posłużyć ową pierwotnie tkwiącą w człowieku, w każdej dwupłciowej istocie żywej, wybiórczą siłą miłości płciowej, i muszą liczyć się z jej „niezastąpionym” istnie­niem. Dlatego prawdziwa i słuszna „polityka rasowa” polega jedynie na usuwaniu, w miarę możliwości, przez od­powiednie wychowanie, fałszywych odchyleń w pobudze­niach pierwotnej miłości płciowej [powstających] bądź wskutek (durch) rozważań na temat tego, co użyteczne, bądź wskutek skierowania na samo zaspokojenie popędu płciowego, bądź wskutek jednostronnego nastawienia na rozkosz zmysłową, bądź jakichkolwiek innych analogicz­nych czynników. W tej [sferze] naprawdę rasie sprzyjać może nie „doświadczenie” i zbudowane na nim naukowe rozważania, lecz w pewnym sensie odwrotnie: usunięcie zasypania i zasłonięcia instynktownych pobudzeń miłości płciowej przez „doświadczenie” i czyste intelektualne roz­ważania.

W ODRÓŻNIENIU OD POPĘDU

Miłość płciowa, w odróżnieniu od popędu płciowego (który jako taki jest bez wyboru skierowany na inną płeć), dokonuje już z samej siebie wyboru następującego zasadni­czo w kierunku „szlachetnych” jakości życia. W tej funkcji miłość płciowa nie może być jakoś zastąpiona przez żadne racjonalne sprzyjające rasie urządzenie, działające na podstawie wiedzy o najlepszym sposobie rozmnażania, czy obiektywnego dotyczącego go doświadczenia. Twierdzenie to należy właśnie podkreślić jako pewien aksjomat sprze­ciwiający się całemu szeregowi dzisiejszych odmian tzw. „etyki rasowej” i „polityki rasowej”. Na mocy tego twier­dzenia nie może, w rzeczy samej, istnieć bezpośrednia, skierowana na uszlachetnienie rasy polityka, czyli taka, która indywidua najbardziej zdatne, według jakichś obie­ktywnych cech, do rozmnażania usiłowałaby łączyć w pary, nie uwzględniając przy tym, jako decydującej zasady łącze­nia, dokonanego przez miłość płciową i jedynie [przez niąj dającego się dokonać bezpośredniego wyboru.

KAŻDE ZABURZENIE

Każde zaburzenie rozwoju w tym kierunku hamuje jakoś oddanie wszystkim wartościom witalnym i zarazem przytępia wszystkie rodzaje poczucia życiowego. O tyle więc miłość płciowa jest nie tylko rodzajem witalnie uwarunkowanej miłości, lecz jednocześnie podstawową odmianą i fundamentem wszystkich innych rodzajów miłości witalnej oraz poniekąd jej najbardziej centralną funkcją. Dlatego też widzimy, jak pomimo bardziej naglącego charakteru, np. popędu pokarmowego (w stosunku do samozachowania indywi­duum), jego zaspokojenia, a także zaspokojenia innych bardzo naglących popędów, są zazwyczaj zaniedbywane na rzecz zaspokojenia popędu płciowego skierowanego za pośrednictwem miłości płciowej na określone indywiduum, i chyba nie ma „ofiary”, która w pewnych okolicznościach nie byłaby uczyniona z pozostałych wartości witalnych dla miłości płciowej. Popędowi płciowemu odpowiada popęd pokarmowy, ale miłości płciowej właśnie nie odpo­wiada jakaś „miłość do pokarmu” czy „miłość do żywicie­la”. Toteż stawiając tamtą analogię przeoczą się szereg ważnych faktów.