ODMIENNY PROBLEM

Całkiem odmienny od wymienionych dotąd jest problem empirycznej psychologii jednostki (psychologii nor­malnej, różnicowej, patopsychologii) oraz empirycz­nej psychologii rozwojowej człowieka jako istoty gatunko­wej, [wyłaniający się] w odniesieniu do powstania i roz­woju wiedzy konkretnych ludzi o konkretnych środowis­kach i otoczeniach psychicznych (Mit- und Umwelten).Jasne jest, że empiryczna psychologia zdana wyłącznie na siebie samą nie ma żadnego dostępu do rozważanych tutaj zagadnień filozoficznych. Już na początku każdego badania zakłada ona, po prostu w formie naiwnego uznania (Setzung), wszystko to, co tutaj stoi pod znakiem zapytania. Zakłada ona, że faktycznie istnieją inni posiadający duszę (beseelle) ludzie i zwierzęta, których psychiczny byt także można by poznać. Zakłada to w dokładnie tym samym sensie, w jakim przyjmuje, że istnieje realny przepływ przeżyć w obiektywnym czasie; że oprócz z istoty swej zawsze tylko teraźniejszych zjawisk świadomościowych przeżycia (Erlebnisbewusstheiten) istnieją realnie również teraźniejsze, przeszłe i przyszłe przeżycia, które właśnie w nich [tj. w owych świadomościowych zjawiskach przeżyć] (bardziej lub mniej „adekwatnie”) dochodzą do „świado­mości”, a dalej, stopniowo są wewnętrznie spostrzegane, zauważane, obserwowane.

FAŁSZYWA TEORIA

Tak więc Lippsowska teoria nie jest po prostu „fałszywa”, lecz w przybliżeniu słuszna w odniesieniu do psychologicznej struktury masy; koncepcja wnioskowania przez analogię nie jest także pod względem pochodzenia (ursprungsmassig), a w pewnych granicach nawet pod wzglę­dem empiryczno-psychologicznym, niesłuszna w odniesie­niu do Europejczyków [żyjących] w „społeczeństwie” i do przynależnej mu „struktury nauki”. Teoria, którą dalej rozwinę i którą nazwałem „teorią spostrzeżenia innego Ja”, jest słuszna jedynie w stosunku do sposobu, w jaki ludzie są sobie dani we „wspólnocie życiowej”. Naturalnie, z tej relatywizacji niejednej z dotychczasowych teorii bynaj­mniej nie wynika, że w ogóle mogą istnieć tylko relatywne teorie pochodzenia wiedzy o innym Ja. Raczej bez wątpie­nia istnieje też jakaś absolutna teoria, tyle że musi ona for­malnie czynić zadość temu, aby zmieścić w sobie owe teorie relatywne, jako teorie częściowe odnoszące się do poszcze­gólnych przypadków istotnościowych ugrupowań i faz rozwoju ludzkich stosunków.

GŁĘBOKO ZAKORZENIONY BŁĄD

Głęboko zakorzeniony błąd dotychczasowych filozoficzno-teoriopoznawczych usi­łowań [by odpowiedzieć na] nasze pytanie o pochodzenie wiedzy o cudzym Ja, polegał na tym, że często podawano rozwiązania, które można poważnie brać pod uwagę’ np. tylko w odniesieniu do dzisiejszych wykształconych Europejczyków z Północy, co w sposób widoczny dotyczy, jak zobaczymy, źródłowo rozumianej (a więc nie jedynie „usprawiedliwiająco” czy empiryczno-psychologicznie) „koncepcji wnioskowania przez analogię”, ale w nie mniej­szym też stopniu teorii naśladowania i wczucia Th. Lippsa oraz czysto asocjacyjno-psychologicznej teorii reprodukcji B. Erdmanna. Toteż często przeczące sobie teorie, które posiadają relatywną tylko ważność w odniesieniu do powią­zań grupy o określonej strukturze, uważano za absolutnie obowiązujące. Jeśli dostrzeżemy, że znaczenie ich jest relatywne i ograniczone do aspektu grupowego i historyczno-warstwowego (w odróżnieniu od historyczno-chronologicznego), to okaże się, że „sprzeczność” ta wcale nie istnieje.

ODPOWIEDŹ NA PYTANIE

Takie zaś zależności polegają znowu na możliwych aktach wiedzy o przeszłości ponadjednostkowej wspólnoty, dane są one bowiem w prze­kazanych dziedzicznie dyspozycjach do zrozumienia, praw­dziwej tradycji i samym rozumieniu historycznym za pośrednictwem znaków (źródła, pomniki itd.). Odpowiedź na to pytanie o porządek pochodzenia i po­rządek fundowania aktów wiedzy o wspólnocie, mająca też zasadnicze [znaczenie] dla nauki o porządku warstw, który w etnologii usiłujemy ustalić między pomnikami kultury a odpowiadającym im psychiczno-duchowym statusem grup, resp. szczególnym [w ich obrębie] stosun­kiem jednostki i wspólnoty. Socjopsychologia i psycho- socjologia * prymitywnego myślenia, chcenia, czucia mo­że — po empirycznym stwierdzeniu tego, czego można się tutaj dowiedzieć — znaleźć naświetlenie tylko w tej filo­zoficznej nauce o pochodzeniu.

RÓŻNICE GŁĘBI

Należy tutaj również określić różnice głębi cudzego podmiotu psychiczno -duchowego, w który może wniknąć nasza wiedza o innych. Ich kresem jest po prostu nieintelligibilny byt innej osoby, np. nie dające się już „uprzedmiotowić” akty osoby (któ­rych w najlepszym razie można tylko dokonywać, resp. następczo [je] spełniać), dalej, absolutnie intymna sfera treści cudzego bytu duchowego, której nie może „zapre­zentować” (geben) nawet swobodny akt dobrowolnego po­wiadamiania, [spełniany przez] inny podmiot. Również zaznaczające się przed tymi absolutnymi granicami róż­nice głębi rozumienia (Yerstehbarkeił) ściśle wiążą się z formami grup (jak choćby przyjaźń, koleżeństwo, zna­jomość, stosunki wyrażone w sposobie zwracania się przez Ty, Pan, Wy, On, małżeństwo, rodzina, strony rodzinne, ród, plemię, lud, naród, wspólnota religijna, krąg kulturo­wy itd.). Również między tymi grupami zachodzą zgodnie Z prawidłowością zależności w zakresie pochodzenia (Ursprungsverhaltnisse) możliwej wiedzy.

WIEDZA O ISTNIENIU

Tak więc można chyba wykazać, że wiedza o istnieniu i jakościowym uposa­żeniu cudzego życia psychicznego w grupie, której istotę [można określić jako] „wspólnota niezastępowalnych osób duchowych”, zakłada już wiedzę o istnieniu i jakościowym uposażeniu innych osób w obrębie „społeczeństwa”; że pośrednia wiedza o innych, do której dochodzi w grupie typu „społeczeństwo”, zakłada znowu znacznie bardziej bezpośrednią pod względem prezentowania się wiedzę o    innych [ludziach], którą uzyskać możemy jedynie we „wspólnocie życiowej” (pierwotnie w rodzinie); że również ta wiedza może zrodzić się jedynie dlatego, iż w fazach bardzo wczesnego dzieciństwa — którego struktura psy­chiczna odpowiada strukturze, jaką musimy przyznać także stadu, hordzie, masie — dzięki prawdziwemu od­czuciu jedności i prawdziwej „tradycji” nieświadomie przyswajamy sobie cudze treści i funkcje psychiczne {resp. dyspozycje do ponownego obudzenia tych treści i funkcji), treści, których wcale nie moglibyśmy przyswoić [sobie] później bądź w innej socjologiczno-psychicznej strukturze grupy niż właśnie „horda, masa, stado”.

NIC WSPÓLNEGO

Nie ma ona nic wspólnego z rozprzestrzenieniem, prostotą i skomplikowaniem tej wiedzy, z jej adekwatnością czy nieadekwatnością {resp. pełnią), a tym bardziej z przynależnym jej osądem, „praw­dziwością” lub „fałszywością” (w sensie materialnym i for­malnym). Zagadnienie pochodzenia jest przede wszystkim (katexochen) zagadnieniem teoriopoznawczym, a nie tzw. zagadnieniem uprawnienia i kryterium, którym zajmuje się logiczna krytyka. Do zagadnienia pochodzenia wiedzy o naszym psychicz­nym świecie współczesnym, dawnym i przyszłym (Mit-, Formd Nachwelt) należy też szereg kwestii dotąd ledwie dostrzeganych [np.] w jakim porządku powstaje wiedza o    różnego rodzaju istotnościowych formach grup, które musimy rozróżniać w ujmującej istotę nauce o ludzkich grupach 22* społecznych, której podwaliny zacząłem kłaść już w mojej książce Der Formalismus in der Ethik.

UPSYCHICZNIONE CIAŁO

Dopiero od całości „upsychicznionego ciała” zaczyna się zróżnicowanie wiedzy, w jednym kie­runku [na wiedzę] o ciele w aspekcie fizycznym (Leib- Korper), a w drugim [kierunku na wiedzę] o „świecie wew­nętrznym” bliźnich.Dzięki temu stanie się jasne, co rozumiemy przez „zagad­nienie pochodzenia”. Wszystkie tak ważne kwestie pocho­dzenia w teorii poznania (w odróżnieniu od krytyki poz­nania, która ma do czynienia z problemami uprawnienia kryterium) to mają do siebie, że należy je stawiać zupełnie niezależnie od określonych przypadkowych przedmiotów wie­dzy i nie mniej niezależnie od każdej określonej fazy empi­rycznego rozwoju wiedzy określonego konkretnego człowie­ka o tych przypadkowych przedmiotach realnych (dajmy na to [niezależnie od] genezy i rozwoju wiedzy określonego dziecka o psychicznej egzystencji jego matki i treści jej życia psychicznego). Sama. prawidłowość porządku fundowania aktów skierowanych na jakąś jedność jakościowych okreś­leń (Soseinseinheit) przedmiotów (np. przestrzeń, czas, rzeczy materialne) przecina właśnie każdą „fazę” empirycz­nego rozwoju wiedzy człowieka w obiektywnym czasie; zaś dzięki odziedziczonym dyspozycjom przecina ona także rozwój interindywidualny.

GDY CHODZI O DUCHOWE „JA”

Sądzimy, że jeśli chodzi o „duchowe Ja”, to musimy przychylić się do trzeciego członu dysjunkcji; jedynie to, co możemy w ogóle nazwać zasobem „idealnego sensu znaku”, dopuścimy jako daną warunku­jącą aktualizację aktu wiedzy o innych podmiotach ducho­wych. Natomiast inaczej będzie wyglądać zagadnienie pochodzenia wiedzy o innych witalnopsychicznych podmio­tach ludzkich (resp. stojących niżej od człowieka). Tutaj też należy zapytać: Czy wiedza ta poprzedza, jest równie pierwotna, czy następuje po wiedzy o przyrodzie (branej jako sfera i z uwagi na realność)? Będziemy musieli odpo­wiedzieć, że nasza pierwsza wiedza o samej przyrodzie jest wiedzą o wyrazie (Ausdruck) istot żywych; a więc zjawiska psychiczne (które zawsze są w ogóle dane jedynie w związ­kach strukturalnych) pierwotnie zawsze są dane w jednost­kach wyrazowych. Czy, dalej, poprzedza ona, jest rów’nie pierwotna, czy następuje po wiedzy o (martwym) świecie ciał? Odpowiemy, że „poprzedza”. Człowiekowi pierwot­nemu, podobnie jak dziecku, w ogóle nie jest dany feno­men „tego, co martwe”; wszystko, co dane, jest dla niego jednym wielkim polem wyrazowym, na którego tle wyróż­niają się poszczególne jednostki wyrazowe.

POCHODZENIE ŚWIADOMOŚCI

Także człowiek znajdujący się w stanie skrajnie patologicznego „autyzmu” (w sensie np. przyto­czonego przypadku Bleulera), sądząc, nie powątpiewa w stan rzeczy, że istnieją inne podmioty świadome, a jed­nak czasami bywa całkowicie pozbawiony wszelkiej świa­domości realności swego ludzkiego otoczenia. Kwestia pochodzenia świadomości wspólnoty i świado­mości dotyczącej innych ludzi (Fremdbewusstsein) w ogóle, tj. transcendentalno-psychologiczny problem wiedzy o in­nych Ja, który ze sprawą uprawnienia do wydania sądu ma równie niewiele wspólnego, co ze sprawą tzw. empiry­cznego powstania i rozwoju świadomości dotyczącej in­nych ludzi w przebiegu życia od dziecka do dorosłego. Chodzi tu raczej —jak w przypadku wszystkich autentycz­nych pytań o „pochodzenie” — o problem, w którym miej­scu w porządku „fundowania” intencyj wiedzy [resp. przy­porządkowujących się im realnych aktów duchowych osoby) zaczyna się świadomość wspólnoty i innych Ja, resp. jakiego rodzaju akty poznawcze muszą być już spełnione, by powstała wiedza o innych ludziach: a więc np. o to, czy wiedza o cudzym Ja w ogóle zakłada uzyskaną we własnym Ja świadomość Ja (będziemy musieli odpowie­dzieć: tak!).