WIELKI BŁĄD

Wielkim błędem byłoby stwier­dzenie, iż jedynie czysto czująca, kochająca i nienawidząca oraz chcąca istota (bez żadnego śladu teoretycznego, tj. przedmiotowo uchwytującego zachowania) w ogóle nie mogłaby mieć żadnej oczywistości odnośnie do istnienia innych osób. Pośrednio, dzięki związkowi istotnościowemu, który w sposób konieczny wiąże ze sobą istnienie i bycie wartością (resp. sąd o istnieniu i docenianie), taka (fikcyjna) czysto oceniająca i praktyczna istota mogłaby z powodze­niem stwierdzać też istnienie tego, wobec czego jest odpo­wiedzialna, ma obowiązek, żywi sympatię. Świadomość moralna jest faktycznie dla siebie samej pośrednią, nie zaś bezpośrednią, a tym mniej pierwotną „rękojmią” nie tylko możliwego bycia wartością, lecz również istnienia innych osób. Nie tylko ten czy tamten akt moralny, ale wszystkie moralnie doniosłe akty, przeżycia i stany — o ile intencjo­nalnie zawiera się w nich istotnościowe odniesienie do innych osób moralnych (wina, zasługa, odpowiedzialność, świadomość obowiązku, miłość, przyrzeczenie, wdzięcz­ność itd.) — faktycznie już same z siebie, na mocy swej aktowej natury, wskazują na inne osoby, przy czym owe osoby nie muszą już być uprzednio dane w przypadkowym doświadczeniu, a także nic nie upoważnia do mniemania, że akty te — nazywamy je aktami z istoty społecznymi — wynikły i zaistniały dopiero w [trakcie] rzeczywistego obco­wania człowieka z człowiekiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *